sobota, 23 czerwca 2018

„Wielka księga emocji” - Esteve Pujol i inni…


To wspaniała książka, która wprowadza dzieci w fascynujący świat emocji, w świat uczuć. Na stronach tej książki przedstawione zostały baśnie i opowieści, w których ukazano różne uczucia ich bohaterów. Wszystko po to, by dzieci potrafiły rozpoznawać i nazywać emocje oraz by potrafiły okazywać je w sposób kontrolowany i adekwatny do sytuacji. Nie ma uczuć dobrych i złych, ale każdy się chyba zgodzi, że nie powinno się okazywać szalonej radości w miejscu, gdzie wymagana jest cisza i skupienie, np. podczas szkolnych zajęć, podobnie jest z umiejętnością nieokazywania złości czy gniewu, która cechuje człowieka opanowanego i kulturalnego. Gniew, strach, radość, wdzięczność, smutek… to tylko niektóre z emocji, z którymi można się zapoznać dzięki tej pięknej i mądrej książce. Zapraszam, do odkrywania świata emocji. To wspaniała wędrówka w głąb siebie i fascynująca przygoda.
Ale, może jeszcze słów kilka o tym czym są emocje, czy to dobrze, że je odczuwamy, jak się nimi dzielić, w jaki sposób o nich mówić? O tych emocjach mówi nam pięknie ilustrowana przez C. Arbata książka pt. „Wielka księga emocji”, uczy najmłodszych nazywania emocji, kontroli nad nimi, odporności i radzenia sobie w trudnych, w tym konfliktowych sytuacjach, a także cieszenia się nawet małymi rzeczami.. Przywołane w tej książce historie, często znajome, dzieci mogą czytać samodzielnie, bądź z pomocą opiekuna, który dodatkowo podsumuje opowieści i wciągnie dziecko w rozmowę o opisywanych wydarzeniach. Dlatego też książka jest  wspaniałym prezentem dla najmłodszych , ale także dla rodziców.
Książka ta podzielona jest na trzy części – część pierwsza  „Moje emocje” zawiera opowiadania, które mówią o fundamentalnych wartościach, pozwalają kształtować właściwe postawy. Część druga, zatytułowana „Zbliżają mnie”, zawiera przypowieści, dające siłę do tego, by pokonywać przeszkody oraz nadzieję na lepsze jutro. Ostatnia część książki, zatytułowana „Do innych”, podsuwa pomysły pozwalające polepszyć stosunki z otoczeniem, a nawet naprawić popełnione błędy. „Wielka księga emocji” jest więc publikacją wyjątkową, której wartość - jako bibliotekarka – doceniam i którą bardzo polecam. Moim zdaniem to zdecydowanie książka, którą dzieci zawsze powinny czytać w towarzystwie dorosłych.
Opracowała: MK

piątek, 13 kwietnia 2018

Siła, która ich przyciąga - BRITTAINY C. CHERRY


Już od pierwszych stron, książka Brittainy C. Cherry chwyciła mnie tak mocno za serce, że walczyłam tylko ze sobą, aby się nie rozpłakać. A to było naprawdę trudne zadanie.
Będę zawsze powtarzać, że Brittainy C. Cherry to moja ulubiona pisarka. Jej najnowsza książka z serii „Żywioły to najpiękniejsze zakończenie, jakie mogli wyobrazić sobie czytelnicy. To piękna, wzruszająca i pełna miłości historia. Lucy i Grahama, to dwa zupełne przeciwieństwa. Ona urocza, pełna nadziei kobieta, która zawsze stanie po stronie najbliższych. Jej serce przepełnione jest miłością, a najmniejsza drobnostka, to dla niej szczęście. Graham to z kolei bohater skryty, który nie wie co to nadzieja, miłość. Jest nieczułym mężczyzną, ponieważ będąc małym chłopcem, był świadkiem scen, które ukształtowały właśnie w taki sposób jego światopogląd. Postacie autorka kreśli realistycznie dzięki czemu wzbudzają sympatię czytelnika.


Trzeba przyznać, że autorka potrafi wzbudzić takie emocje, o których trudno jest zapomnieć. Przeczytałam tę powieść z wielkim zaangażowaniem i można powiedzieć z sercem na dłoni. Bardzo lubię styl pani Cherry i uwielbiam też to, jak potrafi przekazywać te ważne dla nas prawdy. Miłość, poświęcenie i przeznaczenie to jedno, ale oprócz tego potrafi też przedstawić, żal, ból, stratę i kłamstwo. Jednak nie zapomina o charakterze człowieka – o tym, że on też się zmienia. Od pierwszych chwil pokochałam tę opowieść, a postacie Lucy i Grahama jak piękny obrazek, można by powiesić na ścianie, żeby przypominał o tym, że warto walczyć o wszystko.

„Siła, która ich przyciąga” to przepiękna historia, chwytająca za serce, poruszająca i wzruszająca. Książkę czyta się lekko, ale z zaangażowaniem, fabuła skonstruowana jest tak, że nie można się od niej oderwać, opowiedziana historia zapada w pamięć i jednocześnie niesie konkretne przesłanie. Gdy sięgnięcie po jedną książkę pani Cherry, to stanie się, to waszym uzależnieniem, ale jakże przyjemnym. Gorąco polecam! Tym razem, jak widać moje emocje są tak silne, że mogę powiedzieć tylko jedno. Jeśli nie czytaliście książek tej autorki, czas nadrobić zaległości. Ta seria potrafi człowiekiem wstrząsnąć, ale za każdym razem przypomina o miłości i nadziei, którą nosimy w naszych sercach.
M.K.

czwartek, 28 grudnia 2017

Kolonia Marusia – Sylwia Ziętek

Tytułowa Kolonia Marusia była niewielką wioską na Wołyniu. Była, ponieważ  dziś nie ma po niej śladu. Latem 1943 roku jej mieszkańcy albo zginęli albo uciekli. Mordy na Polakach, do których doszło wówczas na Wołyniu, znane są jako rzeź wołyńska. Babcia Sylwii Zientek miała szczęście – udało jej się przeżyć tamte dramatyczne wydarzenia.Wraz z mężem  i małymi dziećmi przedostała się z terenów dzisiejszej Ukrainy do Polski, gdzie mieli zacząć nowe życie. Ale wołyńskie wspomnienia prześladowały ją i jej córkę do końca  życia. Dramatyczne doświadczenia babci i matki pisarki, miały przemożny wpływ także na nią. „Kolonia Marusia” jest więc książką nie tyle o rzezi wołyńskiej, ale o tym, jak trauma tamtych wydarzeń zmieniła życie trzech pokoleń kobiet i jak każda z nich próbowała sobie  z tym radzić.          
 Sylwia Ziętek, pisarka, a wcześniej wzięta prawniczka, po śmierci matki usiłuje odtworzyć dramatyczne losy swojej rodziny. Ma nadzieję, że dzięki temu odzyska spokój ducha i kontrolę nad własnym życiem  w którym coraz silniejsze ataki paniki próbuje powstrzymać kolejnymi lampkami wina. Od dziecka bowiem jest przekonana, że lada chwila wydarzy się katastrofa.
 Książka jest bardzo poruszająca, przenikliwa, szczera i odważna. Ma wielki ładunek emocjonalny, dlatego czyta się ją niezbyt łatwo. Przedstawia bolesną rodzinną historię i  jest świadectwem ogromnej traumy. To również spojrzenie w głąb siebie, poszukiwanie wewnętrznej równowagi, rozliczenie się ze wspomnieniami, próba zrozumienia zjawisk, które odciskają trwałe piętno na ludzkim losie. Najwcześniejsze wydarzenia dotyczą końca tysiąc dziewięćset trzydziestego drugiego roku, zaś ostatnie wiążą się z sierpniem dwa tysiące szesnastego.                                                                                                                                                                Czy można się uwolnić od tragicznego piętna? Jak głęboko cierpienie i ból bliskich wdzierają się w nas samych? W jaki sposób nie przekazać dzieciom negatywnych wspomnień i emocji? Jak dopełnić moralny obowiązek, który nakazuje pamiętać o wydarzeniach w Kolonii Marusia?                            

Bardzo mądra i wartościowa powieść, wiele można się z niej nauczyć o wybaczaniu i odcinaniu się od nienawiści, , o budowaniu relacji z najbliższymi, pragnieniu ich akceptacji, spełnianiu oczekiwań, ale i nietraceniu samego siebie.
Lektura bolesna w odbiorze, bo pisana z perspektywy kobiet obarczonych instynktem ratowania życia swoich dzieci. Warto przeczytać. 

M.T.

czwartek, 7 grudnia 2017

Bliźnięta z lodu - S. K. Tremayne



„Nie tyle moja własna śmierć jest nie do zniesienia, ile śmierć najbliższych. Bo ich kocham. I część mnie umiera razem z nimi. Dlatego można by powiedzieć, że wszelka miłość jest formą samobójstwa”
(cytat z książki)

Lydia i Kirstie to dwie śliczne, identyczne z wyglądu bliźniaczki jednojajowe. Urodziły się w najmroźniejszy dzień w roku i miały oczy lodowo błękitne, a włosy jasne jak śnieg – dlatego ich dziadek nazywał ich bliźniętami z lodu. Były tak podobne, że rodzice mieli problemy z ich rozpoznaniem, udawało im się to dopiero w późniejszych latach, gdy u kilkuletnich dziewczynek wykształciły się różne cech osobowości. Oprócz temperamentu, różniło je coś jeszcze – jedna żyła, a druga już nie…
Bohaterów powieści poznajemy ponad rok po tragedii. Sarah właśnie powoli otrząsa się po stracie ulubionej Lydii i wraz z mężem, który niedawno stracił pracę, przymierzają się do przeprowadzki na odludną szkocką wyspę Torran. W zamyśle rodziców ta zmiana ma pomóc całej rodzinie, a szczególnie Kirstie, podnieść się z traumy. I kiedy wydaje się, że wszystko zmierza ku lepszemu, Kirste któregoś dnia pyta matkę: dlaczego wciąż nazywasz mnie Kirsite? Kirstie umarła. Ja jestem Lydia. Koszmar wraca. Sarę dopadają wątpliwości i zaczyna drążyć w przeszłości w tajemnicy przed mężem. Uświadamia sobie, że nie tylko niewiele pamięta z tego dnia, ale że zidentyfikowała zmarłą córkę opierając się jedynie na słowach tej, która przeżyła. Im głębiej szuka, tym większą ma pewność, że doszło do koszmarnej pomyłki. Sama Kirstie zachowuje się coraz dziwniej – upiera się, że jest Lydią, zachowuje się jak Lydia, w szkole „bawi się” i rozmawia ze zmarłą Kirstie. Poza pomieszaniem tożsamości dziewczynka przeżywa też prawdziwy dramat w nowej szkole – jest wyobcowana, nikt jej nie lubi, dzieci się jej boją, a nawet wyśmiewają. Atmosfera na wyspie staje się coraz gęściejsza, wzajemne tajemnice, niedomówienia, milczące oskarżenia, a wreszcie podejrzenia, nie dadzą żyć spokojnie naszym bohaterom. Zamiast odbudowy więzi rodzinnych następuje ich dalszy rozpad. Powoli upragniona wyspa staje się swego rodzaju więzieniem, niebezpiecznym, nieprzyjaznym i niedostępnym. Ciągłe przypływy, zimno i sztormy nie są już niedogodnością, przeciwnie, stają się prawdziwym utrapieniem dla Sary. Coraz częściej Angus rzuca żonie ukradkowe groźne lub wściekłe spojrzenia, tak że Sarah zaczyna się go obawiać. Jej córka również patrzy na nią dziwnie i wrogo.
„Bliźnięta z lodu” to mroczny, tajemniczy, klimatyczny thriller psychologiczny. Autor pisze o odrzuceniu, samotności, przygnębieniu graniczącym z szaleństwem. Mamy tu obraz rozpadającego się małżeństwa i cierpiącego dziecka. Sceneria wyspy zaciera granice tego co racjonalne i nieracjonalne, powodując mętlik w głowach bohaterów. Atmosferę tajemnicy i zagrożenia potęgują skrywane tajemnice i narastająca wrogość między małżonkami. Żadne z nich nie próbuje rozmawiać na temat tragedii sprzed roku, żadne się nie usprawiedliwia, mamy tylko tajemnice i niedopowiedzenia. Postaci powieści tracą przez to zaufanie czytelnika, co jest zamierzonym efektem autora. Nie wiadomo co tak naprawdę stało się w dniu wypadku. Sarah pamięta tylko fragmenty wydarzeń z tamtego dnia, Angus wydaje się znać prawdę ale nie rozmawia o tym z żoną, a wręcz stara się zachować ja dla siebie. Nie próbują też rozwiązać wspólnie problem zagubienie i pomieszania tożsamości ich jedynej żyjącej córki. Wydaje się wręcz, że mają skrajnie odmienne poglądy co do właściwego postępowania z Kirstie/Lydią. A dziewczynka naprawdę cierpi – jest odrzucona przez rówieśników, a do tego sama już nie wie czy jest Kirstie czy Lydie.
Co tak naprawdę wydarzyło się tamtego dnia? Dlaczego Sarah tak niewiele pamięta z wypadku? Dlaczego Angus tak bardzo pragnie uciec na zaniedbaną i nieprzyjazną Wyspę Pioruna? To on wydaje się wiedzieć co wydarzyło się rok temu – kogo zatem chroni i przed czym? Cała historia rozstrzygnie się, gdy Sarah z córką zostaną same na wyspie podczas olbrzymiego sztormu. Sarah w końcu przypomni sobie wszystkie fakty z dnia wypadku, pozna prawdę i będzie musiała się z nią zmierzyć…  Okaże się że „czasem wszystko jest zupełnie inne niż sobie wyobrażamy a czasem to, co uważaliśmy za rzeczywistość w ogóle nie istnieje”.  Czy prawda ją wyzwoli – tego już musi dowiedzieć się czytelnik sięgając po lekturę.
Naprawdę dobry thriller psychologiczny. Polecam.

M.K.

środa, 29 listopada 2017

"Anders" życie po Monte Casino



Największe  emocje na spotkaniu DKK w Zalasowej wzbudziła książka Ewy Berberyusz „Anders” życie po Monte Cassino. Z pewnością wynika to z faktu, że postać generała Władysława Andersa już pojawiła się na spotkaniach DKK przy okazji omawiania książki Marii Nurowskiej „Anders”. Pozycja Ewy Berberyusz nieco wzbogaciła naszą wiedzę o tym wybitnym Polaku, ale tylko o pewne wątki. Z książki tej wyłania się bardziej obraz polskiej emigracji w Londynie i „andersowców” niż samego Wodza. Czuliśmy pewien niedosyt jeśli chodzi o wywiady z Jerzym Giedroyciem i Gustawem Herlingiem – Grudzińskim – relacje wydają się zbyt krótkie w stosunku do tego co mogliby mieć do powiedzenia adwersarze pani Ewy. Poza tym wszystkim „poszarpany” styl autorki sprawia, że książka skierowana jest do czytelnika bardziej obeznanego z tematem.

Kolejna książką, która wzbudziła większe emocje i zainteresowanie była ”Andrzej Wajda podejrzany” Witolda Beresia i Krzysztofa Burtenko. Wszyscy członkowie zgodzili się co do tego, że zawsze dziwił fakt iż w latach PRL – u Wajdzie udało się zrobić   i upublicznić takie filmy jak „Człowiek z marmuru” czy „Człowiek z żelaza”. Pierwsze stwierdzenie jakie nasuwa się to – „współpracował”, był pupilkiem władz. Jednak autorzy poprzez obszerne cytowania dokumentacji archiwalnej SB próbują udowodnić, że tak nie było. Książka pokazuje zarówno metody działań oficerów UB w stosunku do artystów, a z drugiej strony sposoby twórców na radzenie sobie z cenzurą i lawirowanie z władzami. Nie bójmy się tego słowa, gdyż nieraz owo lawirowanie przyniosło może więcej korzyści społeczeństwu niż kategoryczny sprzeciw. "Ty podpisuj list, ja nie mogę tego zrobić teraz, bo by mi wstrzymali „Człowieka z marmuru” , a tym filmem więcej zdziałam niż podpisem"  - tak w rozmowie z Danielem Olbryskim tłumaczy Wajda nie złożenie podpisu pod Listem 59.
          M. Z.






sobota, 30 września 2017

Andrzej Wajda podejrzany- Witold Bereś,Krzysztof Burtenko



Książka autorstwa Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetko nie jest typową biografią, jak spodziewali się niektórzy czytelnicy. Budzi jednak zainteresowanie ze względu na osobę wybitnego twórcy polskiego kina. Na okładce przeczytamy : „W archiwach IPN jest ponad tysiąc stron dokumentów poświęconych Andrzejowi Wajdzie. Nadano mu kryptonim Luminarz. Tajna policja śledziła go, podsłuchiwała, rewidowała i prowokowała. Kręciło się wokół niego kilkunastu agentów, a ich donosy analizowało kilkunastu funkcjonariuszy, w tym najważniejsi generałowie. Najstarsze zachowane akta, w których pojawia się jego nazwisko, pochodzą z roku 1950. Ostatnie – z 24 lipca 1989 roku, kiedy od dwóch tygodni Wajda jest już senatorem RP, wybranym w pierwszych od wojny demokratycznych i wolnych wyborach. Droga reżysera do sukcesu łatwa nie była. Od początku kariery spoczywało na nim czujne oko aparatu państwa. Stosowano wobec Wajdy cenzurę, podsłuchy, donosy, próbowano skłócić ze środowiskiem, odmawiano mu nieraz prawa do zagranicznych wyjazdów. Z drugiej zaś strony fakt nakręcenia takich filmów, jak „Człowiek z marmuru” czy  „Człowiek  z żelaza” i ich pokazy w kinach w czasach PRL-u rodzi pytanie, jak to było możliwe lub za jaką cenę?
Autorzy książki nie odpowiadają na wszystkie pytania i wydaje się, że portret Wajdy w tej książce jest jednak niepełny. Można domyślać się, że niekiedy reżyser stosował pewne uniki, aby nie narazić się władzy. Opierając się na relacji agenta ps. „Jerzy”, służby notują : „Wajda w rozmowach z D. Olbrychskim odnośnie składanie podpisów pod protestami oświadczył – „Ty podpisuj list, ja nie mogę tego zrobić teraz, bo by mi wstrzymali Człowieka z marmuru,  a tym filmem więcej zdziałam niż podpisem”. Życie pokazało, że w tym przypadku Wajda miał rację.
Książka nie jest łatwa w odbiorze, ale można polecić ją wszystkim, którzy interesują się polską kinematografią, jak również najnowszą historią. 
M.T.


piątek, 22 września 2017

"Serce z piernika"-Magdalena Kordel





           Kiedy na internetowych forach pojawiła się zapowiedź „Serca z pierników" autorstwa Magdaleny Kordel wiedziałam, że musze ją przeczytać. Uwielbiam klimat i magię świąt Bożego Narodzenia. Czytając tą książkę bez wątpienia można przenieść się w ten czas.                        
Poprzednie książki autorki skradły serce tysiącom czytelniczek. W swoim literackim dorobku można wyróżnić kilkanaście pozycji, wśród najpopularniejszych można wyróżnić: „Uroczysko”, „Sezon na cuda” czy „Anioł do wynajęcia”. Inspiracja do napisania tej książki została zaczerpnięta z życiowych doświadczeń autorki.
Akcja rozpoczyna się wiele przed grudni temu i kończy się wraz z nadejściem wigilii Bożego Narodzenia. Głównymi bohaterami powieści są: Klementyna specjalistka od piernikowych wypieków, Dobrochna - córka Klementyny i Agata - babcia Klementyny i prababcia Dobrochny. W ich życiu kwestią nadrzędną stały się podróże oraz przeprowadzki, skutkiem tego jest brak stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Towarzyszy im ciągły lęk przed widokiem babci rozkładającej walizki. Nie są to bowiem podróże z wyboru lecz z przymusu.  Wszystko zmienia się, w momencie kiedy Klementyna dojrzewa do tego, by zmienić otoczenie. Decyduje się na powrót w rodzinne strony, wówczas ich życie zmierza ku dobremu. Odskocznią od zgiełku codzienności jest pasja głównej bohaterki, która stała się jednocześnie sposobem na życie. Klementyna z pieczenia pierników uczyniła istną sztukę.
Serce z piernika, jest to opowieść o sile jaką ma w sobie każda kobieta, w tym przypadku pomimo trudnego dzieciństwa, choroby mamy i samotnym rodzicielstwie. Bohaterka ma w sobie mnóstwo nadziei, uśmiechu i miłości. Wynagrodzeniem tej postawy jest miłość jaką koniec końców udaje się spotkać. Książka opowiada również o rodzinie, wychowaniu, przyjaźni, chorobie i cierpliwości. Pokazuje jak wielką wartość ma niesienie pomocy innym, bowiem zwykle pomoc wraca ze zdwojoną mocą. Mimo dosyć smutnego początku, koniec nastraja optymizmem.
Czytając tę powieść można zatrzymać się w zgiełku codziennych obowiązków. Książka ma w sobie to coś, dzięki czemu nie odłożysz jej dopóki nie przeczytasz do końca. Zdecydowanie polecam na zimowe wieczory.
M.Z.